IZBOWE MORSOWANIE – NIE ZWALNIAMY TEMPA!

W sobotni poranek (02.01.2021r.), w okrytym szadzią Parku Reagana, grupa naszych Koleżanek i Kolegów oraz Przedstawicielka Okręgowej Rady Adwokackiej w Gdańsku zapoczątkowali cykl cotygodniowych zimowych kąpieli w mroźnym Bałtyku organizowanych przez Komisję ds. sportu, integracji i turystyki OIRP Gdańsk.

Po krótkiej przebieżce i ćwiczeniach rozgrzewających, wszyscy uczestnicy chętnie zrzucili ubrania i weszli do wody budować odporność. Wśród śmiałków byli zarówno wieloletni entuzjaści zimowych kąpieli, jak i debiutanci. Co najważniejsze, nikomu nie schodził uśmiech z twarzy.

Poranne morsowanie dostarcza niesamowitej dawki energii na cały dzień!

Kolejne wejście za tydzień, 09.01.2021 o godz. 9.15. Zbiórka na parkingu na końcu ul. Jana Pawła II, przy promenadzie prowadzącej na molo. Zapraszamy wszystkich, aby dołączyć i spróbować. Tradycyjnie, zapisy przyjmuje Liderka projektu, Aleksandra Worzała: aleksandra191@wp.pl.

Komisja ds. sportu, integracji i turystyki Okręgowej Izby Radców Prawnych w Gdańsku serdecznie zaprasza!

Marcin Czugan

Przewodniczący Komisji

Ps: Wspaniałą atmosferę najlepiej oddadzą zdjęcia i słowa uczestników:

Kolega Maciej Musiejko:

 „Na początku myślałem, że stopy odpadną mi z bólu, ale im głębiej w wodę, tym (paradoksalnie) przyjemniej. Gdy brodziłem po uda woda wydawała się nieco chłodniejsza niż podczas letniego plażowania. Po zanurzeniu się po pas w górnej części ciała pojawiło się mrowienie i przyjemnie pieczenie. Aż trochę żal wychodzić na brzeg.

Okazuje się, że nie taki diabeł straszny jak go malują, a styczniowy dzień bez kurtki nie jest aż tak zimny ;)”.

Koleżanka Agnieszka Borowska (ORA Gdańsk):

„Będę szczera – tak, miałam obawy. I to niemałe. Nie morsuję zbyt często, nawet można powiedzieć, że okazjonalnie. W tym roku, a właściwie sezonie, nie morsowałam wcale. Nie mam wiedzy teoretycznej w tym zakresie, nie mam profesjonalnego ubioru (tzn. butów i rękawiczek z neoprenu, kostium kąpielowy oczywiście posiadam:) i zwykle nieśmiało podłączałam się pod zorganizowaną grupkę doświadczonych morsów. Nie zadając pytań, po prostu wchodziłam do lodowatej wody. Wraz z nadejściem Nowego Roku, przy okazji noworocznych postanowień jak to bywa w zwyczaju, postanowiłam bardziej się zdyscyplinować, zadbać o swoje zdrowie i formę oraz powrócić do kąpieli w zimnych wodach Bałtyku. Wtedy to właśnie, przeczytawszy na Facebooku post od mec. Aleksandry Worzały, stwierdziłam, że nie ma odwrotu – muszę się stawić punktualnie o 9:15 na parkingu nieopodal molo w Gdańsku Brzeźnie. Choć godzina, biorąc pod uwagę, iż dojeżdżam z Gdyni, wydawała się co najmniej wczesna, spakowałam torbę i wraz z przyjaciółką, podobnym jak ja morsem-amatorem mec. Agatą Wojdyrą, wyruszyłyśmy na izbowe, a nieoficjalne między izbowe (jestem adwokatem) morsowanie. Przyjechawszy na miejsce zbiórki pierwsze, co się dowiedziałam – punktualność ma bardzo duże znaczenie! Na spóźnialskich czekaliśmy całe 2 minuty (!) i po krótkim acz profesjonalnym instruktażu mec Aleksandry Worzały, z całym ekwipunkiem ruszyliśmy marszobiegiem na plażę. Przewodnicząca naszej grupy postanowiła nie marnować ani minuty czasu i rozgrzewka rozpoczęła się już na deptaku prowadzącym na molo. Bieg, podskoki, pajacyki, przysiady, skipy – można się zmęczyć od samego czytania ale dzięki temu, dotarłszy do celu, byliśmy już całkowicie rozgrzani i mogliśmy od razu wejść do morza. Emocje towarzyszące wejściu do wody o temp. ok 5 stopni Celsjusza są trudne do opisania – trzeba to po prostu przeżyć. Ze swojej strony mogę powiedzieć kilka rzeczy. Po pierwsze – zdziwienie! Wejście do lodowatej wody po dobrej rozgrzewce, na prawdę nie jest takie straszne, bardzo nietypowe doświadczenie, gorąco zachęcam niezdecydowanych. Po drugie – poważnie myślę o zakupie butów z neoprenu – jednak najbardziej zmarzły mi stopy i to do tego stopnia, iż zimno czułam do wieczora. Termos z gorącą herbatą – obowiązkowy! Jak i plecak – bo uwierzcie, ciężko się biega z dużą torbą sportową zawieszoną na ramieniu:) I najważniejsze – uwaga, ten sport wciąga! Kolejnego dnia znów morsowałam, tym razem w Rewie.”