Wspomnienia dziekana Zbigniewa Szychowskiego

O początkach organizacji samorządu radców prawnych

Zbigniew Szychowski

 

       Już przed 1982 r. oddolne dążenie radców prawnych do stworzenia samorządu było silne. Pamiętać trzeba, iż była to najliczniejsza grupa zawodowa spośród zawodów prawniczych. Radcowie pochodzili głównie z zawodów: sędziowskiego i prokuratorskiego. Wiązało się to z tym, iż radcowie prawni mieli znacznie wyższe uposażenia. Wymiar zatrudnienia na pełnym etacie wynosił 2/5 czasu, reszta przeznaczona była na naukę oraz rozprawy. W tym czasie można też było obsługiwać kilka innych podmiotów. Ponadto bez zgody pracodawcy radcowie prawni mogli mieć w sumie 1,5 etatu, a także zlecenia. W tej grupie zawodowej było również szereg byłych adwokatów, którzy po „zabraniu" adwokaturze obsługi prawnej tzw. jednostek gospodarki uspołecznionej przeszli na radcostwa. Fakt, że byli i radcy prawni tylko po ukończonych studiach prawniczych. Dotyczyło to „starych" radców prawnych z lat tuż powojennych, gdy brakowało rozpaczliwie ludzi z wykształceniem prawniczym Bardzo długo adwokatura wypominała to radcom prawnym, chcąc umniejszyć wartość zawodową tego nowo tworzącego się zawodu

       Rola radców prawnych w latach powojennych do lat osiemdziesiątych była - dla kształtowania zarówno praworządności, jak i świadomości prawnej firm i ich załóg -  bardzo długo niedoceniana. Prawnik „gospodarczy" był w oczach adwokatów, a nawet sędziów „gorszym" prawnikiem. A tymczasem, prócz obsługi prawnej wykonywanej w ramach umów o pracę czy umów zlecenia, radcowie prawni społecznie pomagali rozmaitym osobom (najczęściej pracownikom obsługiwanych podmiotów), pisali za obsługiwane firmy oficjalne pisma, podania. Szczególnie pomocni byli w rolniczych spółdzielniach produkcyjnych, P.G.eRach, małych zakładach produkcyjnych, gdzie często prezes czy dyrektor mieli niższe wykształcenie zawodowe.

    Znajomość prawa gospodarczego oraz społecznikowskie zacięcie radców prawnych spowodowały, że radcowie prawni stali się w okresie przemian ustrojowych najbardziej prężną grupa zawodową wśród prawników, nie bali się wyzwań rynku, pierwsi zakładali spółki prawa handlowego, komercjalizowali przedsiębiorstwa, uczyli obrotu wekslowego, prawa bankowego itd. Zaś w czasie strajków i w okresie późniejszym byli doradcami prawnymi związków zawodowych. Poczucie swojej wartości i „niemieszczenie się" już przy wykonywaniu pomocy prawnej w ograniczonych ramach stosunku pracy, powodowało dążenie do zmiany tego stanu rzeczy i doprowadzenie do uzyskania statusu wolnego zawodu oraz do samorządności zawodowej na wzór samorządności adwokackiej. Podległość arbitrażowi gospodarczemu stała się w pewnym okresie - jeszcze  przy końcu lat siedemdziesiątych -  nie do wytrzymania.

    Listy radców prawnych prowadziły Okręgowe Komisje Arbitrażowe. Właściwie trzeba pamiętać, iż nie było - tak jak obecnie - stałego miejsca na liście. Tzw. j.g.u. zgłaszały swojego radcę prawnego do Państwowego Arbitrażu Gospodarczego i wtedy wpisywany był jako radca działający w danej jednostce. Nie było zawodu radcy prawnego, a stanowisko radcy prawnego  w konkretnym zakładzie pracy.

        Arbitraż w znacznym stopniu ograniczał zarówno dostępność do zawodu, jak i możliwości wykonywania zawodu w innej formie niż umowa o pracę. Trudno było o aplikację radcowską. Wymagano przynajmniej trzyletniego okresu zatrudnienia, natomiast przy przyjmowaniu na aplikację często sama wiedza merytoryczna nie wystarczała, ważne były również „rekomendacje", np. PZPR. Często na aplikację dostawano się dopiero z odwołania do Prezesa Głównej Komisji Arbitrażowej. Tak na aplikację dostałem się np. i ja, wbrew woli ówczesnego Prezesa OKA, co w dalszym okresie miało wpływ na jego stosunek do mnie, który nie pomagał w organizowaniu Izby Gdańskiej.

       Jak już wcześniej wspomniałem radcowie prawni stali się najliczniejszym zawodem prawniczym, podmiotów do obsługi było bardzo dużo, zarobki były niezłe, gdyż  przemysł tradycyjnie więcej płacił niż administracja. Radcowie prawni zaczęli się organizować w różne grupy pozwalające na wyodrębnienie się z innych zawodów prawniczych, na wymianę doświadczeń zawodowych, poznawanie się, podejmowanie różnych inicjatyw społecznych, prawnych, szkoleń zawodowych itp. Przy Zrzeszeniu Prawników Polskich powstawały koła radców prawnych, które organizowały spotkania i szkolenia. Radcowie prawni zjednoczeń (były to takie twory zrzeszające przedsiębiorstwa tej samej branży, np. branży okrętowej), zaczęli tworzyć grupy szkoleniowe radców prawnych przedsiębiorstw zrzeszonych w zjednoczeniu przedsiębiorstw i organizować szkolenia wyjazdowe. Prezesi Sądów Wojewódzkich i Komisji Arbitrażowych uznali, iż ze względu na specyfikę spraw gospodarczych potrzebne jest powołanie zespołów radców prawnych przy samych prezesach. Był to pewien element odrębności. Działania integracyjne podjął radca prawny dr Jóżef Zych z Zielonej Góry, który organizował szkolenia dla radców prawnych z całego kraju. Do Kołobrzegu przyjeżdżało nawet do 400 osób. Myśl o stworzeniu własnej, choćby częściowo samorządnej organizacji, do której należałoby przyjmowanie do zawodu, szkolenie i postępowanie dyscyplinarne, była wówczas bardzo intensywna.

      Na fali sierpnia 80 r. idea samorządności stała się jeszcze bardziej żywa. Powstały dwa niezależnie od siebie Stowarzyszenia Radców Prawnych: jedno w Krakowie, drugie w Gdańsku.

       W Szczecinie i Poznaniu powstał Związek Zawodowy Radców Prawnych, Sekcja Solidarności Radców Prawnych w Gdańsku. Oprócz tego działały koła przy Zrzeszeniu Prawników Polskich. To wszystko się przenikało. Wraz z kol. Brunonem Bucholzem zainicjowaliśmy powstanie Stowarzyszenia Radców Prawnych w Gdańsku. Brunon Bucholz został przewodniczącym, a ja wiceprzewodniczącym. Dążyliśmy do ochrony interesów zawodowych i przyjęcia zasad etyki wykonywania zawodu. Jako, że stowarzyszenie krakowskie miało te same cele, powstał pomysł połączenia i utworzenia stowarzyszenia ogólnopolskiego. W Krakowie prezesem był radca prawny Jacek Żuławski. Ponieważ Gdańsk był nośną nazwą, zarząd stowarzyszenia gdańskiego postanowił, że odrzuci własne ambicje i połączy się z Krakowem, nie roszcząc pretensji do siedziby i do władz. Powstało więc stowarzyszenie ogólnopolskie. Prezesem został Jacek Żuławski, wiceprezesem Brunon Bucholz, członkiem zarządu Zbigniew Szychowski. Wówczas ruszyły pracę nad projektem ustawy o radcach prawnych. Nadzór nad tymi pracami objął Minister Sprawiedliwości.

     Niestety stowarzyszenie zostało zdelegalizowane na wniosek ZPP, które rościło sobie pretensje do monopolu na reprezentacje prawników polskich. Po walce Stowarzyszenie zalegalizowano ponownie pomimo stanu wojennego. Stan wojenny ograniczył formalne starania samorządowe radców. Trzeba powiedzieć, że olbrzymie poparcie dla idei samorządu radców prawnych stowarzyszenia udzieliła - w co trudno uwierzyć pamiętając późniejsze jej działania -  Adwokatura. Prezes NRA Maria Budzanowska położyła tu ogromne zasługi. Solidarność i Związek Zawodowy Radców Prawnych już nie działały, pozostało tylko Stowarzyszenie i koła radców prawnych przy ZPP. Tym niemniej trwały nadal prace nad projektem ustawy co pozwoliło, że po złagodzeniu stanu wojennego w oparciu o projekt Stowarzyszenia zespół działający przy Ministrze Sprawiedliwości przygotował oficjalny projekt ustawy. Władze państwowe  - mimo wszystko -postanowiły dać początki samorządności radcom prawnym. Ostatecznie Sejm nie zlikwidował nadzoru arbitrażowego, ale istotnie go ograniczył. Samorząd uzyskał prawo uczestniczenia w komisjach - przy naborze na aplikację i egzaminie radcowskim, prowadzenie list radców prawnych, postępowanie dyscyplinarne. Tuż przed przyjęciem ustawy prezes Państwowej Komisji Arbitrażowej wystąpił przeciwko ustawie. Władze ugięły się i postanowiono wówczas, iż wpis na listę radców prawnych, organizacja aplikacji radcowskiej i prowadzenie akt radców prawnych nadal będą w gestii Arbitrażu. Ustawę uchwalono 6 lipca 1982 r.

     W październiku 1982 r. powstał przy Ministrze Sprawiedliwości Komitet Organizacyjny Samorządu Radców Prawnych. Delegowanych do niego było kilkadziesiąt osób z całego kraju. Z Gdańska byli mec. Jerzy Świerczyński, Tadeusz Żurowski i Zdzisław Kminikowski. Ogromną rolę w ówczesnych pracach nad ustawą oraz organizacją samorządu odegrała radca prawny Maria Staniszkis z Warszawy. Komitet podjął uchwałę określającą ilość Izb, regulaminy wyborcze. Sami delegaci zajmować się mieli organizacją Izb. Wspomnieni delegaci z Gdańska zdecydowali, że będą działać na szczeblu krajowym, ja zostałem pełnomocnikiem do utworzenia Izby Gdańskiej. Trzeba wiedzieć, że na organizację samorządu nie otrzymano żadnych środków finansowych czy materialnych. Działaliśmy w oparciu o własne środki wykorzystując również zaplecze w miejscach pracy.

      Wraz z żoną, także radcą prawnym, w oparciu właśnie  o własne środki, poświęcając czas prywatny, zacząłem ustalać roboczą listę radców prawnych pracujących w okręgu. Udało się to zrobić dzięki prezesowi Okręgowej Komisji Arbitrażowej, który udostępnił mi akta radców prawnych. Trzeba wiedzieć, że cała korespondencja pisana była na maszynie do pisania na papierze z tzw. przebitkami i przez kalkę maszynową. Nie było w tamtym czasie komputerów i kserokopiarek, zaś fotokopiarki, powielacze, czy inne urządzenia drukarskie były w okresie stanu wojennego ściśle reglamentowane, pilnie strzeżone i nieudostępniane. Podzieliłem okręg na rejony: Elbląski, Gdynię, Sopot, Gdańsk, Gdańsk 2 i tereny przyległe (Kartuzy, Kościerzyna). Zebrania rejonowe miały wybrać delegatów na Zgromadzenie Okręgowe, które miało dokonać wyboru pierwszych władz Izby. Było nas w tamtym czasie około 700 radców prawnych. W grudniu 1982 r. odbyły się dwa pierwsze zebrania rejonowe, na których wybrano pierwszych delegatów. Zebraniom towarzyszył ogromny entuzjazm. Niestety w połowie miesiąca grudnia 82 r. powołano mnie jako prawnika do Wojskowej Grupy Operacyjnej przy Urzędzie Wojewódzkim w Gdańsku, gdzie miałem zająć się reagowaniem na skargi obywateli na urzędników. Była to ogromna przeszkoda w mojej działalności na rzecz organizacji samorządu. Musiałem dokonywać różnych wybiegów, by stawiać się na zebrania i spotkania z radcami prawnymi i prowadzić nadal prace organizacyjne. Na szczęście z końcem marca 1983 r. zwolniono mnie z tej służby.

        Pierwsze zebranie wyborcze odbyło się w maju 1983 r. Wybrano radę, dziekana, wicedziekana, sekretarza. Rada liczyła 15 osób. Dziekanem został Brunon Bucholz, ja wicedziekanem, Julian Gogacz sekretarzem. Członkami Rady m.in. Jerzy Mosek, Halina Ostrowska. Zostali wybrani delegaci na Zjazd Krajowy, członkiem KIRP został Zdzisław Kminikowski.wybrano pierwszego Okręgowego Rzecznika Dyscyplinarnego, Okręgowy Sąd Dyscyplinarny i komisję rewizyjną. Pierwszym lokalem, którym dysponowaliśmy był pokój przy radcach prawnych Zjednoczenia Przemysłu Okrętowego, udostępniony bezpłatnie. Po dwóch latach przenieśliśmy się do dwóch pokoi wynajętych  od związków zawodowych na ul. Chodowieckiego. W drugiej kadencji w latach 1987-1991 siedziba Izby mieściła się przy ulicy Piwnej - były to trzy pokoje w wynajętym od Miasta lokalu. Od III kadencji otrzymaliśmy przydział od Urzędu Miejskiego w Gdańsku na lokal przy ul. Nowe Ogrody. Potem lokal ten wykupiliśmy.

       Dziekan Brunon Bucholz był człowiekiem bardzo lubianym, nie wzbudzał kontrowersji, nie wchodził w konflikty. Gdy one zaistniały - zazwyczaj ja interweniowałem. Pamiętam, że mieliśmy przykazane składać sprawozdania do Komitetu Wojewódzkiego PZPR, brać udział w podnoszeniu poziomu prawa i praworządności społecznej. Któregoś dnia wezwali dziekana na egzekutywę. Poszliśmy razem. Na sali było też dwóch adwokatów, w tym dziekan Gołata, prezes Sądu Wojewódzkiego i prezes Okręgowej Komisji Arbitrażowej. Zostaliśmy wówczas mocno zaatakowani -  co to za organizacja, co spotyka się bez zezwoleń, nie zawiadamia wydziału spraw wewnętrznych Urzędu Wojewódzkiego, nie jest zarejestrowana. Powiedziałem wówczas sekretarzowi, iż nie zna przepisów. Na co on się żachnął stwierdzając, iż może nas rozwiązać. Wówczas replikowałem, iż tak jak samorząd adwokacki - nie jesteśmy stowarzyszeniem, które podlega rejestracji. Zarzuciłem mu, że nie ma pojęcia o prawie, które tworzy sama PZPR - skoro Sejm jest emanacją tej partii. A mówiąc to, co powiedział, kwestionuje decyzje swojej partii. Taki argument przyniósł korzystny dla nas skutek. Otrzymaliśmy także wsparcie ze strony adwokatów. Co jakiś czas pojawiały się później pytania w stylu: dlaczego nie stworzyliśmy podstawowej organizacji partyjnej przy jednostce? Tłumaczyłem wtedy, że to organizacja apolityczna. Z czasem przestali nas pytać.

     W owych pierwszych latach samorządu organizowaliśmy bardzo dużo szkoleń zawodowych. Udało się także zorganizować Bal Radców Prawnych, który odbywa się corocznie.

     Nie do przecenienia było zaangażowanie radców prawnych  wybranych do pierwszych i kolejnych władz samorządowych w umacnianiu roli samorządu i zdobywaniu coraz szerszych praw. Należy im się  ogromny szacunek. Nie mogłem wymienić wszystkich.

     Późniejsze lata to dążenie do zmiany ustawy o radcach prawnych i zlikwidowania nadzoru arbitrażu. Potem nastąpiło też stopniowo rozszerzenie kompetencji radców prawnych jak i samorządu zawodowego radców prawnych, ale... „to już całkiem inna historia", która może wkrótce stać się istotnie tylko historią w wyniku działań i dążeń obecnych władz.

 

 

Opracował: Bartosz Szolc-Nartowski