Wiadomości

7 kwietnia 2017

Tomasz Wolny-Dunst laureatem Konkursu Kryształowe Serce Radcy Prawnego

Z satysfakcją przekazujemy informację, że laureatem Konkursu „Kryształowe serce radcy prawnego” został aplikant radcowski Tomasz Wolny-Dunst.

 

Poniżej prezentujemy zapis rozmowy z laureatem.

 Tomasz Wolny - Dunst1

Czym jest dla Pana działalność pro bono w kontekście wykonywania zawodu radcy prawnego?

Moim zdaniem nie chodzi o samą działalność „pro bono”. Uważam, że jakakolwiek forma aktywności społecznej, polegająca na „wyjściu do ludzi” jest w obecnych czasach niezbędna i konieczna. Zwłaszcza w Polsce jest to tak istotne, gdyż do dziś bardzo często można u nas usłyszeć powiedzenie, iż „żadna praca nie hańbi, z wyjątkiem tej społecznej”.

Dla mnie zaangażowanie w inicjatywy samorządowe czy lokalne jest czymś co pozwala na choćby częściowe wypełnienie roli do jakiej zawód ten został stworzony – do pomocy tym, którym się coś się nie udało, którzy w jakimś momencie potknęli się na drodze bądź z niej wypadli i ciężko im na nią wrócić.

Niejako przy okazji, pojawiają się cenne doświadczenia, jak to, że wiedza postrzegana przez nas jako banalna, dla tych, którym pomagamy często jest tajemną i nieosiągalną. Właśnie tego typu elementy czynią całą taką aktywność bardzo atrakcyjną i pozytywną ideą. Praca z ludźmi po przejściach pozwala również docenić to czym „my” dysponujemy w danym momencie i cieszyć się z tego co już osiągnęliśmy i kim jesteśmy tu i teraz, nawet jeśli mamy apetyt na więcej.

Wyobraźmy sobie, że nasza Koleżanka, Kolega, myśli o tym, żeby udzielać pomocy potrzebującym. Od czego powinna zacząć?

Największy problem przy rozpoczynaniu tego typu działalności jest jej… rozpoczęcie. Paradoksalnie z jednej strony media społecznościowe oraz powszechny dostęp do technologii ułatwiły nam życie, ale z drugiej strony, zaburzyły komunikację pomiędzy ludźmi. Standardem jest obecnie, iż utrzymujemy relacje z kimś poznanym dawno temu w Meksyku a nie znamy własnych sąsiadów, których mijamy codziennie w drodze do pracy. Nie wiemy, kto z nich jakie ma problemy, bo o tym nie rozmawiamy lub nas to najzwyczajniej nie interesuje. Z góry też często zakładamy, (wiedząc, że ktoś pomocy potrzebuje), że „my” nie możemy jej udzielić lub też, że znajdzie się ktoś, kto zajmie się sprawą za nas.

Taka postawa konformistyczna jest niestety w naszym społeczeństwie dominująca, chociaż zachodzą w niej powolne, ale i znaczne zmiany na lepsze. Powstaje coraz więcej fundacji, organizacji pozarządowych oraz stowarzyszeń, które stawiają sobie przeróżne cele. Wraz z nimi pojawiają się i okazje do działania, które z reguły nie wymagają znacznego nakładu i zaangażowania od pojedynczej osoby. Wystarczy więc odpowiedzieć sobie na pytanie, – w jaki sposób mogę pomóc? Co dać od siebie? I to z reguły wystarczy.

Pamiętam działalność w fundacji stawiającej sobie za cel edukację w zakresie kwalifikowanej pierwszej pomocy. Jeździliśmy po szkołach podstawowych i w salach gimnastycznych prowadziliśmy zajęcia z resuscytacji krążeniowo oddechowej dla dzieci i młodzieży. Nie byłem wtedy ani prawnikiem ani nawet nie myślałem o aplikacji radcowskiej. Coś dobrego można było zrobić, była ku temu okazja, to się działało.

Z zawodem prawniczym jest jednak dużo łatwiej. Radca prawny automatycznie postrzegany jest jako osoba, która odniosła sukces. Tym bardziej autorytet, jaki za tym stoi, powinien być wykorzystywany w celach budowy społeczeństwa obywatelskiego. Działalność ta może polegać na udzielaniu darmowych porad prawnych, wsparciu prawnym dla organizacji NGO czy pracy na rzecz wybranej przez nas grupy – bezdomnych, dzieci, chorych, niepełnosprawnych, etc. Każdy radca prawny czy aplikant poruszając się w danym obrębie zawodowym, winien zdać sobie sprawę, że wiedzę swoją może wykorzystać z pożytkiem dla ogółu. Zupełnie nie widzę problemu, żeby ktoś, kto czuje się specjalistą w zakresie ubezpieczeń pomagał osobom niepełnosprawnym w sprawach związanych z decyzjami np. organu rentowego. Zaangażowanie takie jest dostępne dla każdego mecenasa czy aplikanta. Co wymagane jest jednak na samym początku, to właśnie zdanie sobie sprawy z tego, że nasza wiedza może być cenna i przydatna.

Wszyscy jesteśmy strasznie zabiegani. Czy tego typu działalność wymaga od nas znacznych poświęceń?

Następnym elementem niezbędnym jest chęć poświęcenia własnego czasu. Z tym jest najtrudniej, aczkolwiek nie dam sobie wmówić, że znalezienie przykładowo dwóch czy trzech godzin na dyżur w miesiącu będzie nadmiernym obciążeniem. Instytucje, z którymi moglibyśmy nawiązać współpracę składają się właśnie z ludzi, którzy chcieli się zaangażować i którym się po prostu chciało.

Sama działalność wpisująca się w budowę społeczeństwa obywatelskiego jest również niezmiernie satysfakcjonująca, ciekawa i inspirująca. Np. w trakcie półtorarocznego projektu w Centrum Brata Alberta, w którym uczestniczyłem na pierwszym i drugim roku aplikacji, poznałem osoby i historie, z którymi nie zetknąłbym się w normalnym życiu. Człowiek zazwyczaj odruchowo odsuwa od siebie problemy innych. Jeśli jednak się zaangażuje, to dostrzeże, że obok jest ktoś kto stracił ogromny majątek czy rodzinę często zupełnie przypadkiem, pechowo i nie ze swojej winy. I ten ktoś obok, jeśli otrzyma odpowiednią pomoc to może wyjdzie z długów. Ktoś bezdomny dowie się o spełnieniu kryteriów do wniosku o mieszkanie socjalne etc.

Podobnie ciężko znaleźć w swoim otoczeniu ludzi starszych – seniorów. Warto jednak poświęcić chwilę na wysłuchanie ich problemów bowiem często są to osoby po prostu samotne, które wymagają jedynie zainteresowania lub napisania zwykłego pisma z odstąpieniem od umowy kupna pościeli czy garnków… Historie są różne. Warto ich wysłuchać.

Nie znam osób bardziej zapracowanych niż prawnicy i lekarze. Nie znam też innego zawodu, który przy tak niewielkim zaangażowaniu (bo czy trzeba się przygotowywać na spotkanie z gimnazjalistami, którzy Sąd znają z serialu Anna Maria Wesołowska?) środków dodatkowych pozwala czynić takie wiele dobrego dla innych.

 

Poprzednia wiadomość
Następna wiadomość
Content