Wiadomości

15 marca 2018

Reprezentant OIRP Gdańsk Tomasz Oleksiewicz podczas biegu maratońskiego w w Barcelonie

I had this perfect dream
This dream was me and you
I want all the world to see
A miracle sensation
My guide and inspiration
Now my dream is slowly coming true
The wind is a gentle breeze
The bells are ringing out
They’re calling us together
Guiding us forever
Wish my dream would never go away

Barcelona
It was the first time that we met
Barcelona
How can I forget
The moment that you stepped into the room
You took my breath away

Barcelona
Barcelona
And if God is willing
We will meet again

Someday”

to słowa piosenki Freddiego Mercury’ego z 1988 roku, które rozbrzmiały podczas tegorocznej, 40 już edycji Zurych Marathon w Barcelonie- niezwykle ważnej dla mnie albowiem była to też moja okrągła czterdziesta rocznica urodzin, ale co ważne pierwszy maraton w gronie najbliższej rodziny i to poza granicami Polski.

Z punktu widzenia sportowca- amatora, jakim niewątpliwie jestem, istotne jest to że do tegoż maratonu nie byłem przygotowany w 100%, i choć w treningu jestem od połowy stycznia 2018 r. to moim celem był maraton warszawski- 22.04.2018 r, gdzie planowałem zmierzyć się z moją życiówką- 3h 9’. Natomiast udział w biegu w Barcelonie zawdzięczam mojej żonie, która tak właśnie postanowiła uczcić moje urodziny i sprezentowała mi pakiet startowy. W tej sytuacji nie mogłem tego odpuścić, jakkolwiek postanowiłem potraktować ten maraton jako próbę generalną i sprawdzić na jakim jestem aktualnie etapie a przy okazji spędzić miłe chwile z rodziną.

W dniu 11 marca równo o godz. 8:30 jako reprezentant OIRP Gdańsk Poland, stanąłem na starcie maratonu w Barcelonie. Założenia były proste, utrzymać tempo, które pozwoli dobiec mi w czasie pomiędzy 3h 15’ a 3h 20’ i… udało się, ale powoli…

Do Barcelony wraz z żoną i synkiem dotarliśmy w dniu 7 marca, miałem dużo czasu by poznać dokładnie trasę, a dzięki wspólnym wyjściom na zwiedzanie miasta, śmiało mogę powiedzieć, że rozruch miałem aż nadto przepracowany, podejrzewam że tych spacerów było nawet nieco za dużo, w niektóre dni nawet po 15km, a później jeszcze bieganie, ale ten kto był to wie że warto, Barcelona to cudowne miasto.

Od samego początku imprezie towarzyszyła niesamowita atmosfera, według mnie organizacja maratonu stała na bardzo wysokim poziomie. Trochę obawiałem się jak logistycznie to wszystko wypadnie, ponieważ krążyły słuchy że wystartuje około 20 tysięcy biegaczy. Ostatecznie maraton ukończyło około 16 tysięcy osób, w tym ja z założonym czasem 3h 19’47”, ostatecznie dobiegając jako 1655 osoba. Gdyby jednak przyjąć dystans jaki pokazał mi zegarek, to przebiegłem o 1200m więcej, niby nie dużo, ale to przy tym dystansie ma znaczenie. Jako ciekawostkę dodam, że wśród Polaków zawody ukończyłem jako 26, na 214 startujących osób.

Piszą, że Barcelona to jedno z najchętniej odwiedzanych przez turystów miast na świecie – nie dziwię się, zdecydowanie polecam jako miasto do zwiedzania i miejsce do biegania. Według mnie największą atrakcją maratonu była trasa, która według organizatorów dawała duże możliwości do bicia rekordów. Dzięki niedużym przewyższeniom trasa stwarzała spore szanse nie tylko ukończenia jej w zakładanym czasie ale również, podarowała możliwość obserwowania wielu niesamowitych miejsc, miejsc dla których zjeżdżają tu turyści z całego świata. Start maratonu umiejscowiony był na Placu Hiszpańskim (Placa de Espańa), który przylega do wzgórza Montjuic. Na wzgórzu tym znajduje się centrum olimpijskie, gdzie w 1992 roku odbyła się Olimpiada. Natomiast sama trasa przebiega obok tak znanych zabytków miasta jak Stadion F.C. Barcelona- Camp Nou, La Sagrada Familia- katedra zaprojektowana przez A. Gaudiego, Plac Kataloński, Stare Miasto czy słynnej ulicy La Rambla.

Fantastyczny jest też doping miejscowych kibiców, których nie zabrakło na żadnym z 42 km trasy- przepiękne uczucie, to jakby cały czas biec przez stadion dopingujących cię ludzi.

Mój bieg oceniam jako dobry, z niewielkim plusikiem. Zgodnie z założeniami szło mi do około 33 kilometra, później trochę zabrakło mocy, jakby moje nogi postanowiły biec innym tempem niż głowa, nie byłem w stanie utrzymać założonego tempa. Na mecie czułem lekki niedosyt, ale niczego nie żałuję, tego dnia było mnie stać tylko albo aż na tyle. Podsumowując mogę powiedzieć, że gorąco polecam maraton w Barcelonie, sam już myślę o powrocie tam w przyszłym roku.

Poprzednia wiadomość
Następna wiadomość
Content