Wiadomości

22 czerwca 2015

II Ogólnopolski Pomorski Rajd Pieszy Radców Prawnych, Łeba 21-24 maja

Radcowskie Pomorze zapragnęło mieć swoją imprezę turystyczną dla radców prawnych z całej Polski – stąd pomysł na coroczne rajdy piesze. Gwarantowane są doskonała atmosfera, wypoczynek i atrakcje turystyczne.

Kierując się doskonałymi wspomnieniami z ubiegłorocznego rajdu i biorąc pod uwagę, że jeszcze wiele zostało do zobaczenia, w tym roku jako miejsce turystycznych zdobyczy wybraliśmy ponownie Łebę i Słowiński Park Narodowy.

Łeba to niewątpliwie jedna z najbardziej atrakcyjnych turystycznie miejscowości na polskim wybrzeżu. Szczególnie przed sezonem, gdy nie ma jeszcze tylu turystów, pozwala wypocząć i zregenerować siły. Położona między dwoma jeziorami: Łebsko i Sarbsko, otoczona od północy Morzem Bałtyckim. Oczywiście największa atrakcją są wydmy ruchome zmierzające od zachodu ku miastu Łeba, mimo piękna uświadamiające grozę przyrody.

Nieopodal Jeziora Sarbsko, 500 m od pięknej bałtyckiej plaży, ulokowaliśmy swoją bazę. Ośrodek „Filarówka”, położony właściwie w parku leśnym, wśród świerków i daglezji,  zapewnił nam komfort wypoczynku.

Zjeżdżaliśmy się powoli, czwartek był jeszcze dla prawie wszystkich dniem pracy. Powitała nas piękna pogodna, życzliwi gospodarze-właściciele ośrodka. Warunki – o tym już wiedzieliśmy- mimo formuły rajdowej, komfortowe. Mieliśmy do dyspozycji drewniane domki, z nowym wyposażeniem, bardzo przestronne i wygodne. Poza tym chciało się raczej spędzać czas przed domkami, a werandy i wspaniałe pełne zieleni oraz kwiatów otoczenie domków w pełni nam to umożliwiło. Przed wjazdem na teren ośrodka zamontowaliśmy jeszcze dumne proporce gdańskiej Izby. Integracja rozpoczęła się już wcześniej ale oficjalnym początkiem była  kolacja, a właściwie wieczorny piknik, ponieważ było to spotkanie zupełnie nieformalne. Dużą sensację wywołały pieczone prosiaki nadziewaną kaszą i warzywami, ale jeszcze większą przyjemnością dla podniebienia okazała się prosta potrawa: miejscowy chleb ze smalcem.

Pierwszy dzień rajdu. Trasa pierwszego dnia wiodła do miejscowości Rąbka. Stamtąd maszerowaliśmy drogą poniemiecką w kierunku „Wyrzutni”. Przypomnijmy, że „Wyrzutnia” to tajny niemiecki poligon z czasów II wojny światowej. testowano na nim rakiety i przeprowadzano próby różnego rodzaju bomb. Zostawiliśmy jednak historię nieco z boku, wyszliśmy na plażę i od strony morza weszliśmy na Wydmy Ruchome. Towarzyszył nam znany już przewodnik Pan Jacek, dostarczając niemałej porcji wiedzy przyrodniczej i historycznej. Wydmy ruchome rzeczywiście są wyjątkowym zjawiskiem przyrodniczym. Piasek wyrzucany na brzeg przez fale morskie, akumuluje się, potem osuszany przez słońce i wiatr tworzy wydmy, w tym najwyższą Wydmę Łącką (ponad 40 m). Wydmy te przesuwają się od kilkuset lat w kierunku wschodnim, a więc miasta Łeba. Przewodnik wspominał o grozie tego zjawiska i niszczycielskim wpływie wydm na przyrodę – zasypują bowiem wszelką roślinność napotkaną na drodze. Nam trudno było jednak uświadomić sobie tę grozę w pełni, przypominające pustynię wydmy były rzeczywiście piękne. Swoją drogą niełatwo jest zapewne wytrzymać tam latem przy pełnym słońcu, temperatura odczuwalna musi być nie do zniesienia. I my musieliśmy nieco odpocząć…

Drugi dzień rajdu. Następnego dnia rajdu udaliśmy się do latarni Stilo, niedaleko Sasina. Jest to jedna z 18 latarni na polskim wybrzeżu. Położona między latarnią morską Czołpino, którą zwiedzaliśmy w zeszłym roku a latarnia morską w Rozewiu. Po pokonaniu około 1 km leśną droga, wdrapując się na zalesioną wydmę, dotarliśmy do stóp latarni. Niektórzy podają, że można tu znaleźć akcent gdański, ponieważ latarnię wykonano ze stali z ołowianymi nitami wyprodukowanych przez gdańską firmę (wg Apoloniusza Łysejko – „Nordische Elektrizitäts und Stahlwerke A.G. z Schellmühl bei Danzing” (obecnie dzielnica Młyniska, pomiędzy Gdańskiem a Nowym Portem), inni (Wikipedia), że została wykonana przez firmę Julius Pintsch z Berlina. W rzeczywistości, ta ostatnia firma wykonała samą laternę ponad 10-tą kondygnacją. Decyzję o budowie podjął rząd pruski a projekt opracował znany berliński konstruktor budowli morskich Walter Körte ze Złotowa.

A było to w latach 1904-1906. Latarnię pomalowano w trzy pasy: od dołu czarny, potem biały, a następnie czerwony na górze. Fach latarnika przekazywano sobie z pokolenia na pokolenie. Przy wejściu na latarnię okazało się, że gospodarzem latarni nie był pan Latarnik a Pani Latarnik – Weronika Łużycka. Wcześniej pracował tu ojciec, potem Pani Weronika z mężem, a obecnie schedę przejmuje syn. Latarnia jest wysoka na 33, 4 m., świeci na 23,5 mili morskiej, a wysokość światła to 75 m n.p.m.  Nie było łatwo wdrapać się na galerię widokową latarni, ale piękne z niej widoki to zrekompensowały. Nie tylko morze, ale i rozległa panorama nadmorskich lasów, spośród których wyrastały wydmy, tworzyły obraz, który zachowamy w pamięci przez co najmniej parę następnych miesięcy.

Następnie – zostało 1000 m do morza – zeszliśmy łagodną ścieżką. Na plaży czekała nas porcja wiedzy praktycznej, dowiedzieliśmy się, że jeśli będziemy sami gdzieś na wybrzeżu morskim, pozbawieni porcji prowiantowych z pobliskiego ośrodka, możemy jednak przeżyć, budując przyrząd do łapania morskiego ptactwa. Jak złapać mewę na kolację? Otóż okoliczni mieszkańcy wykorzystywali przy tym pomysłowe urządzenie, zbudowane z drewna. Po pokazie, zdecydowaliśmy jednak, że nie jesteśmy aż tak bardzo głodni, tym bardziej, że wieczorem czekał na nas smakowity półmisek ryb a i pieczyste kiełbaski z ogniska.

Nie mogło też obyć się bez słowa o bałtyckim złocie – bursztynie. Pan Jacek prezentował piękne okazy „bałtyckiego złota”.

I tak rajd powoli dobiegał końca. Czekał nas jeszcze wieczór pożegnalny: ognisko i  szanty z zespołem Kubryk. Były i konkursy i tradycyjne polanie radcowskie.

Wszystko, co dobre, jednak się kończy. Zostawiamy wspomnienia o Łebie. W przyszłym roku spotykamy się na Ogólnopolskim Pieszym Rajdzie Radców Prawnych już w innym miejscu. Serdecznie zapraszamy!

Poprzednia wiadomość
Następna wiadomość
Content